STRONA GŁÓWNA

Pisownia

Wymowa

Słowa nadużywane

Słowa używane niewłaściwie

Kwiatki

Kwiatki II

Ludzie piszą



29 luty a a nuż, widelec a więc aka akcent apostrof autor bóg bynajmniej Ci co by cofać do tyłu cyrylica deko dekold derby diakrytyczny dokładnie doktór dwutysięczny ekskluzywny ever facet fan Filip z konopi for furrora globa gównażeria gram gro grzeczność Hong Kong ikona ilość imho jak się czujemy? jakby każdy jeden kontrybucja koszta kredyty -ks kultowy kurde liczba lokalizacja lubieć manna meczy mi mieć miejsce mini- na dzień dzisiejszy na najwyższym podium na dworzu najmniejsza linia oporu nazwisko (odmiana) nazwisko (szyk) netykieta Nicholas Deep nienawidzieć niepokojony nieswoje nocny Marek nosz nowelizacja Nowy York obejdziony oboje, obydwoje obraz oczka od tak odnośnie ogarniać oglądać telewizor oglądnąć olimpiada -om, -em opierać się o orginalny Oskar osobiście ów pieniążki pisze PLN po prostu pod rząd Polacy nie gęsi polonizacja Polski pomarańcz posiadać poszłem pozdrawiam póki co półtorej produkcja proszę panią próba rozchodzić się rzeczypospolita se sex spacja ssać standart stronka swetr szczelać szlak tacierzyństwo także tatałajstwo to znaczy… topic troszeczkę -tych tyś. ubrać umią, rozumią v-ce w cudzysłowiu w czym mogę pomóc? w miesiącu Westerplatte William i Harry witam włanczać wogule wraz wszechczasów w/w wydawać się być wymyśleć wziąść yyy… z dużej litery z kąd za wyjątkiem zagranicą zajefajnie złoty zo żądzić i rządać -żesz

SŁOWA UŻYWANE NIEWŁAŚCIWIE


29 luty – fatalny nawyk mówiących i piszących w ten sposób osób, do których nie dociera, że nie ma czegoś takiego jak dziś jest 12 marzec, 5 maj, 30 wrzesień itd. Trzeba wielu zabiegów i cierpliwości, aby temu czy owemu wbić do głowy, że poprawne i sensowne są wyłącznie formy dzisiaj mamy 12 marca, 5 maja, 30 września itd. – obojętnie którego roku. Pisanie dat w ten sposób jest prawdziwą plagą, a teksty zawierające takie kwiatki atakują na każdym kroku (reklamy, opakowania towarów, artykuły, prasa, telewizja itd.).
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski

a – taki drobiazg, a tyle z nim kłopotu… Spójnik ten jest bowiem błędnie używany – w mowie i w piśmie – w mediach przez wielu dziennikarzy i publicystów, czyli wszędzie tam, gdzie należy wymagać polszczyzny w pełni poprawnej. Chodzi o to, że jeśli pierwszy człon zdania jest zaprzeczony, w drugim jako element przeciwstawny lub prostujący nie powinien wystąpić spójnik a, lecz tylko, ale, lecz. Nie należy zatem mówić ani pisać, że Na zebranie przybył nie minister, a jego zastępca albo Nie jest to podatek, a kolejna akcyza. Bo co będzie, kiedy zamiast Tu nie może być 'b', lecz 'a' powiemy Tu nie może być 'b', a 'a'? Bełkot. Zdania muszą być zbudowane w ten sposób: Nie jest to podatek, lecz… ale… tylko… kolejna akcyza. Skrótowo: nie X, a Y jest niewłaściwe, natomiast w starannej polszczyźnie wymagane jest nie X, ale, lecz, tylko Y. Bo inaczej głupoty wychodzą.
 A to dlatego, że błędnie użyty w ten sposób spójnik a może uczynić wypowiedź bezsensowną, a przede wszystkim niezrozumiałą, co widać wyraźnie choćby na przykładzie takiego zdania:
W środku nie było przestępcy, a dwoje mieszkających tam lokatorów ("Kurier Szczeciński", 22 III 2012). Aż chciałoby się dodać: …a dwoje mieszkających tam lokatorów było mocno zdziwionych najściem – wtedy wszystko byłoby poprawnie. Pewien znany dziennikarz (P.K.) w programie informacyjnym niemal nigdy nie używa lecz, ale, tylko, a z zagrody jego zębów (jakby to poetycko ujął Parandowski) wydostają się takie oto kwiatki: Cały świat zastanawia się nie nad jego politycznym geniuszem, a co się działo w czasie bunga bunga albo Jest to jednak nie uzbrojona, a ćwiczebna głowica. To już jest doprawdy paradne, w mowie bowiem "a ćwiczebna" brzmi jak "aćwiczebna", czyli… no właśnie, co – "niećwiczebna"? Oto powstał przymiotnik zawierający przedrostek -a, zbudowany na wzór takich słów, jak aspołeczny, anormalny czy asymetryczny. Nieuzbrojona, aćwiczebna głowica, hi hi…
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN

a więc – uwaga, to wyrażenie jest całkowicie poprawne! Mylny jest jedynie pogląd, że niewłaściwe jest rozpoczynanie nim zdania. Wśród wielu osób pokutuje przekonanie, że nie należy zdania rozpoczynać od a więc. Nie wiadomo, skąd się wzięło to błędne przeświadczenie, ale co rusz można napotkać na tego typu wypowiedzi, głównie w internecie: A więc (tak, wiem, że od "a więc" nie zaczyna się zdania) znowu nie udało mi się zdobyć biletów na koncert Biebera. Chciałoby się wtedy spytać: a więc skoro wiecie, to dlaczego tak piszecie? Mało tego, niektórzy przekonują siebie i innych, że w ogóle nie należy rozpoczynać zdania od a. Co jest również oczywistą nieprawdą, niewiele jest bowiem wyrazów (może nawet wcale ich nie ma), od których nie wolno zaczynać zdania, a z całą pewnością nie należą do nich a więc i a. Kto to w ogóle wpada na takie pomysły? Być może to pozostałość z czasów szkolnych, kiedy nauczyciele strofowali uczniów, nakazując im, żeby nie rozpoczynali zdania od więc.
 Warto przy okazji zauważyć, że książkowym (czyli wyszukanym, nie takim jak w codziennej polszczyźnie) odpowiednikiem a więc jest łacińskie słówko ergo, od którego również można zacząć zdanie. I czasem niektórzy w internecie tak właśnie piszą: Ergo, nie ma w tym wypadku żadnych wątpliwości.
 Wspomnianej nieprawdziwej regule, że nie należy rozpoczynać zdania od a, przeczą choćby polskie tytuły zagranicznych filmów, z których można wybrać kilkanaście tych najbardziej znanych:
 
A gdyby wszczęli wojnę i nikt się nie stawił? (1970, reż. H. Averback)
 
A jednak żyje (1974, reż. L. Cohen)
 
A jeśli to miłość? (1961, reż. J. Rajzman)
 
A kochanek miał sto (1928, reż. H. Hawks)
 
A na koniec przyszli turyści (2007, reż. R. Thalheim)
 
A na morzu spokój (2011, reż. V. Schlöndorff)
 
A orkiestra grała dalej (1993, reż. R. Spottiswoode)
 
A oto koń siny (1964, reż. F. Zinnemann)
 
A potem nie było już nikogo (1945, reż. R. Clair)
 
A statek płynie (1983, reż. F. Fellini)
 
A teraz coś z zupełnie innej beczki (1971, reż. I. MacNaughton)
 
A to historia (1963, reż. N. Jewison)
 
A więc wojna (2012, reż. McG)
 
A właśnie, że tak! (2007, reż. M. Lehmann)
 
A życie trwa dalej (1991, reż. A. Kiarostami)
 A więc całkiem sporo. Zapewne znalazłoby się też dużo przykładów z literatury.

por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN

autor – co jest nie tak z autorem? Ano to, że słowo to awansowało do rangi kolejnego językowego potworka. Autorem bowiem może być twórca jakiegoś dzieła, zwłaszcza literackiego, także inicjator czy projektodawca, np. jakiegoś paktu, obecnie natomiast nagminnie rozszerza się znaczenie tego słowa na tego, kto coś zdobył lub czegoś dokonał. W efekcie co chwilę można usłyszeć i przeczytać nie tylko, że ktoś jest autorem powieści, sztuk, reportaży, esejów, scenariuszy, felietonów, planów, pomysłów czy projektów, lecz także (pod wpływem angielszczyzny), że jest autorem bramki (zamiast strzelcem), rekordu (zamiast zdobywcą), napadu (zamiast sprawcą), tragedii (zamiast winnym), gwałtu (!!!) i tym podobnych absurdów.
 Jak widać, niektóre z tych sformułowań to ewidentne głupoty, ale teraz w mediach to już hulaj dusza. Tytuły artykułów w portalach internetowych obwieszczają na przykład, że
Autor wielkiego skandalu straci swój majątek (zamiast np. bohater) albo Autorka zamachu na prezydenta USA odzyska wolność (zamiast sprawczyni) – to najjaskrawsze przykłady na całkowite niezrozumienie i nadużycie tego słowa. W lipcu 2012 r. zaś korespondent Polskiej Agencji Prasowej przywalił naprawdę z grubej rury, nadając z Meksyku: Prokuratura wskazała na Los Zetas jako autorów morderstw w północnym stanie Tamaulipas. Czekamy zatem na następne takie kwiatki. Na przykład na artykuł kulinarny o autorze flaków po cygańsku.
Obcy język polski

bynajmniej – jest uparcie mylone z przynajmniej, a brać internetowa najwyraźniej dzieli się na dwie grupy: na tych, którzy używają go poprawnie i na tych, którym się tylko tak wydaje. Słowo bynajmniej jest partykułą przeczącą i oznacza 'wcale, zupełnie, ani trochę'. Na przykład: Był silny, ale bynajmniej nie głupi (co znaczy np. Był silny, ale wcale nie głupi) oznacza coś innego niż Był silny, ale przynajmniej nie głupi (czyli: Był silny, ale chociaż nie głupi). A już rażąco niepoprawne są zdania typu Bynajmniej dostałeś nagrodę pocieszenia; Miał bynajmniej lekką śmierć; Zjedz bynajmniej śniadanie itp. – poprawnie: Przynajmniej dostałeś nagrodę pocieszenia; Miał przynajmniej lekką śmierć; Zjedz przynajmniej śniadanie (w każdym z tych przykładów przynajmniej znaczy i może być zastąpione przez chociaż).
 Oba te słowa są permanentnie mylone i nie ma innej rady, jak tylko zapamiętać sobie, co dokładnie znaczą. Być może ułatwieniem będzie przyswojenie sobie, że bynajmniej niemal zawsze musi występować z przeczeniem nie – jak widać w powyższych zaznaczonych na czerwono przykładach, takiego zaprzeczenia tam brak. Zdania te (dwa pierwsze) nabrałyby sensu, gdyby zapisać je w ten sposób:
Bynajmniej nie dostałeś nagrody pocieszenia; Nie miał bynajmniej lekkiej śmierci.
 Zdarzają się również całkiem komiczne użycia słowa bynajmniej, jak w takim zdaniu:
Wiem, że film powstał chyba w ZSRR, bynajmniej gdzieś w krajach bloku wschodniego. Tu już w ogóle nie bardzo wiadomo, co autor miał na myśli, bo w miejsce bynajmniej dość średnio pasuje przynajmniej (może miało być chyba lub najwyraźniej?).
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski

cofać do tyłu – klasyczny, bodaj najczęściej przytaczany przykład konstrukcji zdaniowej, w której treść jednego wyrazu jest zawarta w znaczeniu drugiego (swego czasu powszechnie krytykowano komentatorów sportowych za nagminne stosowanie wyrażenia wycofać piłkę do tyłu). Mówiąc prościej, drugi wyraz jest zbędnym powtórzeniem tego pierwszego, tyle że w innej formie. Takie zdanie to pleonazm, a potocznie: masło maślane. Inne przykłady takich sformułowań, z mniej lub bardziej wyraźnym bądź rażącym powtórzeniem: wracać z powrotem, podskoczyć do góry, spadać w dół, kontynuować dalej, celne trafienie, poprawić się na lepsze, mieć dwie alternatywy, pełny komplet, potencjalne możliwości, zarabiać pieniądze, podzielić na dwie połowy, fakty autentyczne, przychylna akceptacja, okres czasu. Ciekawa rzecz: niektórzy za pleonazm uznają także kartkę papieru, ale choć wydaje się to całkiem dorzeczne, pewne wątpliwości jednak pozostają, zważywszy na fakt, iż językoznawcy nie uważają (i chyba słusznie), że każdy pozorny pleonazm jest karygodny i stanowiący nieakceptowalny przykład dublowania treści.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

deko – od dawna przywoływany przez językoznawców przykład i dowód na to, że Polacy nie umieją (lub nie chcą umieć) poprawnie używać nazw jednostek miar. Wiele osób wychodzi z założenia, że skoro kupuje się trzy kilo jabłek, to należy zaopatrzyć się także w dziesięć deko sera. Nic bardziej mylnego. Kilo jest bowiem skróceniem od kilograma, a deko – nie od "dekograma" przecież, lecz dekagrama. Rzadko kiedy jednak jest to zauważane i w powszechnym użyciu nie mówi się poprawnie deka, tylko deko. Przykład do zapamiętania: Poproszę mleka pięć deka (z Jana Brzechwy).
 Z równie wielką niechęcią przyjmuje się do wiadomości, że wiele nazw jednostek miar należy odmieniać, a nie pozostawiać je w formie nieodmienionej. Dotyczy to szczególnie
gramów, które w wyrażeniach typu Proszę mi odlać dwieście gram tej nalewki uparcie przyjmują taką właśnie formę, choć nikt przecież nie powie, że kupił czternaście kilogram ziemniaków. Podobnie jest z woltami czy watami. Niejeden przekonany jest, że zakupił żarówkę o mocy 60 wat, podczas gdy w rzeczywistości ma ona moc 60 watów. I dałby głowę, że prąd do lampy, w którą wkręcił tę żarówkę, ma napięcie 220 wolt, co również jest nieprawdą, przez kabel płynie bowiem 220 woltów.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

derby – odmiana słowa derby (w znaczeniu: 'mecz pomiędzy drużynami z tego samego miasta lub regionu') jest zaaprobowana, choć stosunkowo od niedawna. Można zatem mówić i pisać, że W ostatnich derbach Łodzi zwyciężył Widzew, choć podobno częste są przypadki, kiedy dziennikarzom sportowym wyżej stojący redaktorzy zabraniają odmieniania słowa derby. Taką źle pojętą konsekwencją wykazuje się np. pewien znany ogólnopolski tygodnik piłkarski, uparcie stosując konstrukcje zdaniowe tego typu: Podopieczni Davida Moyesa w pierwszych w tym sezonie derby Liverpoolu rozbili The Reds, wygrywając aż 3:0; Negatywne wydarzenia przeważnie związane są z derby Belgradu; W niedawnym derby Italii… itp. W dodatku, czego gazeta nie zauważa, w dwóch z tych zdań następuje wyraźna niekonsekwencja, albowiem w jednym słowo derby ma najwyraźniej liczbę mnogą (w pierwszych derby), a w drugim pojedynczą (w niedawnym derby).
por. jęz. PWN
Obcy język polski

dwutysięczny – jeden z najczęściej popełnianych błędów. Mimo że nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że urodził się w roku tysiąc dziewięćsetnym którymś lub tysięcznym dziewięćsetnym którymś, lecz tysiąc dziewięćset którymś, formy w roku dwutysięcznym dziewiątym (zamiast poprawnej w roku dwa tysiące dziewiątym) na dobre zadomowiły się w polszczyźnie, będąc jaskrawym przykładem braku znajomości zasad języka polskiego oraz zwykłej logiki. Błędne użycie tego słowa słychać chyba u większości osób (oprócz uczulonych zapewne na ten problem dziennikarzy, choć i wśród nich zdarzają się wyjątki). Jak Polska długa i szeroka, większość obywateli nawija o latach dwutysięcznych którychś. Chciałoby się spytać: czy z równą zawziętością będziecie mówić o roku dwutysięcznym setnym dwudziestym drugim i każdym innym z tego wieku, czy jednak o dwa tysiące sto dwudziestym drugim? W ogóle przydałoby się wprowadzić zwyczaj, że kiedy ktoś proszony jest o wypowiedź przed kamerą, najpierw daje mu się do zrozumienia, żeby postarał się nie mówić w ten niepoprawny sposób. Chyba nie podpadałoby to pod paragraf obrazy osobistej?
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

ever – niedorzeczność internetowego slangu zdaje się obecnie osiągać punkt krytyczny za sprawą tej oto ordynarnej zrzynki z angielszczyzny. Jaki jest wpływ tego języka na polszczyznę, powszechnie wiadomo, jednak tym razem przekroczono wszelkie granice. Oto bowiem coraz więcej osób zamiast pisać, że coś jest "naj", jakie w życiu widział, słyszał, miał itp., pisze po prostu ever i… po kłopocie. Przykłady: To najlepsza kapela rockowa ever; Najmroczniejszy film Lyncha ever; Według mnie to najpiękniejsza bramka Rasiaka ever; Dla niektórych najfajniejszym komiksowym bohaterem ever jest Daredevil i tym podobne kurioza. Jak łatwo zauważyć, krótkie jak mgnienie oka ever (także w totalnie luzackiej wersji evah) zastępuje całą masę zwrotów, do których napisania trzeba zużyć o wiele więcej czasu, energii, a przede wszystkim pomyślunku. Jaki słyszałem; jakie w życiu spotkałem; jaki kiedykolwiek oglądałem; jaki powstał czy po prostu wszech czasów – jak widać, potworek zwany ever może zastąpić absolutnie wszystko. Mózg pewnie także.

idol i fan – dwa słowa, których przeciwstawne znaczenia są mylone przez sporą rzeszę nieletnich użytkowników internetu. Rezultatem jest absurdalny komizm zdań tego rodzaju: Reszta to komercha, ale i tak są moimi fanami; Jestem idolką obu Stuhrów, szczególnie starego; Paris jest moją fanką i nawet jeśli nie bardzo umie śpiewać, to szybko nadrobi te braki; Po prostu uwielbiam kolesia, jestem jego wielkim idolem. Warto jednak zaznaczyć, że nierzadko mylenie obu pojęć jest celowym zabiegiem i tanią prowokacją.

ilość i liczba – często mylone ze sobą wyrazy o dość podobnych znaczeniach, a przez to niewłaściwie używane. Najprościej mówiąc, ilość to miara tego, co może być mierzone lub ważone, a liczba – tego, co może być policzone. Tak więc nie można mówić, że potrzebna jest duża liczba wody czy piasku, bo to całkowicie bez sensu, lecz tylko ilość wody i piasku. Nie: zużyto wielką liczbę cementu, tylko – wielkie ilości cementu. I odwrotnie: nie może być mowy o ilości ludzi, tylko o liczbie ludzi. Nie: ilość wypadków drogowych, tylko liczba wypadków. Faktem jest, że czasami dopuszcza się wymienne używanie obu tych rzeczowników, zwłaszcza gdy chodzi o duże wielkości, często też trudno ustalić rodzaj policzalności danego zjawiska i czy pownno się użyć słowa ilość czy liczba, ale podstawowa zasada brzmi, że nie powinny one być używane zamiennie.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

jak się czujemy? – paskudztwo językowe tego samego gatunku co opisane niżej W czym mogę pomóc. Jest to zwrot słyszany głównie przez pacjentów w szpitalach, a stosowany przez lekarzy i pielęgniarki na wszystkich szczeblach naszej służby zdrowia (tak mówią legendy). Bez względu na to, czy jest wyrazem familiarności ze strony czcigodnego eskulapa i wynika wyłącznie ze szczerej troski wobec pacjenta, czy stanowi tylko przejaw znużenia pracą i kiepskiego humoru siostry oddziałowej, zwrot Jak się czujemy? jest w dużym stopniu protekcjonalny i odpychający, a pacjenci, którzy zdają sobie z tego sprawę, mają prawo poczuć się wpędzani w dodatkową chorobę. Jednym słowem, jeśli się to słyszy kilka razy dziennie, można od tego autentycznie oszaleć. A sprawa jest banalnie prosta: jeśli lekarz, pielęgniarka czy ratownik medyczny nie chcą być posądzeni o nieuprzejmość, niech pytają Jak się pan/pani czuje? I poprawnie, i elegancko, i po kłopocie.

każdy jeden – niegdyś już we wczesnych latach szkoły podstawowej uczono, żeby nie używać tego sformułowania jako synonimu zaimka każdy. Nie są poprawne zdania typu Z moich synów każdy jeden jest karateką czy W tej szkole każdy jeden uczeń to diler narkotyków. Warto też wspomnieć, że nie istnieje i jest absolutnie nie do przyjęcia słowo każden, czasami błędnie używana forma słowa każdy. Tak samo paskudne (choć na szczęście raczej rzadko już spotykane) jest mówienie któren zamiast który.
 Mówienie lub pisanie o
każdym jednym da się zaakceptować jedynie jako pewien element stylizacji językowej. Np. polski film krótkometrażowy, etiuda dokumentalna z roku 1976, nosi tytuł "Każdy jeden z…", a w powieści "Shantaram" G.D. Robertsa pewien Hindus wdzięcznie kaleczy język angielski, mówiąc m.in. (w przekładzie na polski): O tak! Karlę zna każdy jeden. Chcesz ją rozpoznać?
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN

manna – odmiana tego słowa to ABC porad językowych, od lat sprawiająca kłopoty zwłaszcza młodszym osobom. Odnotujmy zatem w kilku słowach: należy mówić i pisać o kaszy mannie (nie o kaszy mannej) albo że ktoś je kaszę mannę (nie manną) lub nie ma kaszy manny (nie mannej). Manna to nie przymiotnik odpowiadający na pytanie jaka? (tak jak staranna – starannej, staranną), lecz rzeczownik taki jak panna, Anna (pannie, pannę, panny, Anna, Annę, Anny). Jeśli w dodatku przyswoimy sobie również, że nie jest to kasza czyja? Wojciecha Manna, poprawna odmiana nie powinna już stanowić problemu.
 Zagadnieniu manny (jak również wielu innym, opisanym na niniejszej stronie) poświęcony został cały rozdział książki "Pan Słówko ma głos" Marii Kowalewskiej, popularnego niegdyś poradnika językowego dla młodszych czytelników.


meczy – rzeczowniki zakończone na spółgłoskę stwardniałą, m.in. 'c' lub 'cz', sprawiają masę kłopotów, kiedy trzeba je odmienić w dopełniaczu liczby mnogiej. Najczęściej dotyczy to słowa mecz, które przybiera formę meczy (Znam wyniki tych meczy; Nie wygrali żadnego z wyjazdowych meczy) zamiast meczów, które to określenie uważane jest przez wiele osób za jedynie poprawne i zgodne z wzorcową polszczyzną. Często jednak lingwiści nie podzielają takiego stanowiska, uznając je za zbyt arbitralną decyzję dawniejszych językoznawców, i są zdania, że należy mówić i pisać zarówno meczów, jak i meczy. Tak jak dopuszczalna jest oboczność skeczów i skeczy.
 Podobnie jest z kilkoma innymi słowami, które nie wzbudzają już takich wątpliwości co do odmiany. Powinno być zatem: tych
pieców (a nie: piecy), widelców (a nie: widelcy), pajaców (a nie: pajacy), klubowiczów (a nie: klubowiczy), forumowiczów (a nie: forumowiczy). W rozeznaniu się w sytuacji nie pomagają podobnie zbudowane wyrazy, ale odmieniające się na odwrót. Czyli: mieczy (a nie: mieczów), palaczy (a nie: palaczów), biegaczy (a nie: biegaczów).
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski
Obcy język polski

na dzień dzisiejszy – wyrażenie to nie jest bezdyskusyjnym błędem. Są sytuacje, w których ich użycie jest dopuszczalne lub wymagane i w których trudno (lub w ogóle jest to niemożliwe) znaleźć inny odpowiednik. Jest natomiast nadużywane w polszczyźnie potocznej (stanowiąc tzw. kancelaryzm), w zdaniach typu Na dzień dzisiejszy nie robimy żadnej akcji (zamiast: Dzisiaj nie robimy żadnej akcji) czy W dniu dzisiejszym (jutrzejszym) wybieram się na wakacje (zamiast: Dzisiaj (jutro) wybieram się na wakacje), co sprawia, że zdania takie są bardzo pretensjonalne.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski

na najwyższym podium – sformułowanie bezsensowne, ponieważ stanąć można co najwyżej na najwyższym stopniu podium. Podium bowiem składa się zazwyczaj z trzech stopni i można stanąć na którymś z nich, a więc także na najwyższym. Oczywiście, teoretycznie można stanąć na najwyższym podium, ale wtedy trzeba by ustawić kilka podiów jedno na drugim i wspiąć się na najwyższe. Ułomne określenie na najwyższym podium stosowane jest uparcie przez sporą grupę dziennikarzy i redaktorów sportowych.
Obcy język polski

najmniejsza linia oporu – bardzo rozpowszechnione określenie, którego poprawną formą jest iść po linii najmniejszego oporu. Nie chodzi bowiem o najmniejszą linię, lecz o najmniejszy opór. Również lepiej jest składać wyrazy serdecznego współczucia, a nie serdeczne wyrazy współczucia, gdyż zazwyczaj serdecznie współczujemy, a nie składamy serdeczne wyrazy.
por. jęz. PWN
Obcy język polski

obejdziony – czyli bardzo nietypowe hasło w tym dziale, zamieszczone tu wyłącznie w celu informacyjnym (i trochę jako ciekawostka). Chodzi tu o pewien nierozwiązywalny problem językowy, mianowicie: jak utworzyć imiesłów bierny od czasownika obejść. Spójrzmy: kiedy mówimy, że jemy kolację – po utworzeniu imiesłowu biernego powiemy, że kolacja została zjedzona. Mówimy, że oglądamy film – film został obejrzany. Ale gdy obchodzimy dokoła górę, staw, dom, wieżę czy cokolwiek innego – góra została… obejdziona? obszednięta? obeszła? obszedła? obchodzona? przejdziona? Takich słów po prostu nie ma, bo imiesłów bierny od obejść nie wykształcił się przez setki lat istnienia polszczyzny. Pech i już. Dlatego nie warto tworzyć jakichś językowych cudów i połamańców, bo i sami językoznawcy zalecają, by nie łamać sobie głowy tym problemem (patrz: poniższe linki PWN). Zagadkę pod nazwą "jak obejść górę" można co najwyżej zadawać znajomym i z uciechą obserwować ich intelektualne wysiłki podczas prób rozwiązania tej kwestii (internauci zresztą już od dawna starają się ją "rozkminić"). A na koniec wyjaśnić im, dlaczego góra nie może być… Właśnie.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN

oboje, obydwoje – to liczebnik zbiorowy odpowiadający liczbie dwa, odnoszący się wyłącznie do dwojga osób obu płci. O dwóch kobietach, paniach, dziewczynkach, powiemy, że obie (obydwie) były piękne, a o dwóch mężczyznach, panach, chłopcach – obaj (obydwaj) byli przystojni. Jednak wiele osób używa liczebników oboje i obydwoje w odniesieniu do osobników płci męskiej, co jest całkowicie nieprawidłowe. Kocham Flipa i Flapa, oni oboje byli królami komedii czy My oboje (tzn. Marek i Michał) nie zgodziliśmy się na taką zamianę – oto typowe przykłady. Mówienie o dwóch chłopcach czy mężczyznach oboje może sugerować, że ich orientacje seksualne i stosunki ich łączące są coś-tego-nie-tego. Doprawdy paradne to jest, kiedy bije się dwóch mięśniaków, a ktoś trzeci woła: Oboje natychmiast się uspokójcie! (w pirackich napisach do filmu). Ba, trafił się w jednym z serwisów filmowych tekst, w którym autor nagminnie pisał oboje o duecie aktorskim Gene Wilder – Richard Pryor. Niestety, fakt, że jeden z nich był biały, a drugi czarny, również nie daje podstaw do użycia tego słowa…
 Rzecz jasna, opisane zjawisko odnosi się także do innych liczebników zbiorowych; nie należy więc mówić o grupie mężczyzn
troje, czworo, siedmioro facetów, tylko trzech, czterech, siedmiu itd. Podobnie nie można mówić, że To oni dwoje (Gore i Wilder z Depeche Mode) współtworzyli muzykę w zespole, tylko oni dwaj.

odnośnie – ponieważ często powstają spory na ten temat, przyda się krótkie wyjaśnienie tego sformułowania. Otóż wciąż lepiej używać wyrażenia odnośnie do czegoś, kogoś, a nie odnośnie czegoś, kogoś, gdyż poprawne jest tylko to pierwsze, aczkolwiek świat lingwistyki się nie zawali, jeśli ktoś użyje tej drugiej formy, powszechnie stosowanej i coraz bardziej aprobowanej w języku powszechnym. Językoznawcy z reguły zalecają używanie formy z do, ale jednocześnie coraz częściej dopuszczają użycie tej drugiej formy w ramach tzw. uzusu, przewidując, że już wkrótce stanie się ona całkowicie poprawna.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski

oglądać telewizor – zwrot, który można umieścić w tej samej grupie błędów, co omówione wyżej na najwyższym podium. Tak samo mało sensowny, ponieważ używany zazwyczaj w sytuacji, kiedy chcemy rozsiąść się wygodnie w fotelu i oglądać telewizję. Można oczywiście oglądać telewizor, choćby i przez lupę, np. w sklepie elektronicznym czy supermarkecie, kiedy zastanawiamy się nad jego kupnem, ale po powrocie do domu zalecane jest oglądanie telewizji, a nie telewizora. Naturalnie, nie oglądamy też programu, filmu czy meczu w telewizorze (tak mówi się tylko bardzo potocznie i jest to na granicy akceptacji), lecz w telewizji – chyba że mowa jest o sposobie oglądania, bo film puszczany z jakiegoś nośnika można obejrzeć np. w telewizorze, na monitorze komputera czy ekranie telefonu komórkowego. Ponadto równie niefortunne jest mówienie (np. u polityków): Widziałem się dzisiaj w telewizorze – lepiej jest powiedzieć, że w telewizji.
por. jęz. PWN

oglądnąć – jeszcze jednen (po a więc) przykład słowa często uważanego za niepoprawne i warte potępienia. Nie piętnują go jednak językoznawcy, wyjaśniając, iż oglądnąć jest regionalizmem na tyle znanym i rozumianym, że jego użycie w polszczyźnie ogólnej nie będzie wcale zgrzytem. Użytkownicy polszczyzny przyzwyczajeni do wzorcowej formy obejrzeć nie powinni się zbytnio zżymać, jeśli ktoś (zwłaszcza mieszkaniec Małopolski, skąd pochodzi omawiany prowincjonalizm) powie lub napisze: Oglądnąłem fajny film (byleby nie było to oglądnęłem!). W tym wypadku przyda się odrobina tolerancji – od tych, którym ten wyraz działa na nerwy – choć oczywiście oglądnąć bywa przez niektórych używane bez umiaru, a przez to staje się denerwujące. Zwłaszcza kiedy ktoś ma najwyraźniej małe pojęcie, jak pisze się to słowo, a w dodatku nie używa polskich znaków diakrytycznych. Wychodzą wtedy takie potworki: Ostatnio ogladnolem z nim film.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

olimpiada – kolejny przypadek nieużywania poprawnego słowa w przeświadczeniu o jego błędności. Spotykane są bowiem opinie i apele, by nie nazywać olimpiadą igrzysk olimpijskich, gdyż jest nią jedynie czteroletni okres pomiędzy tymi właśnie igrzyskami. Owszem, słowo olimpiada miało rzeczywiście takie znaczenie, ale za czasów starożytnych Greków. Słowniki nie pozostawiają wątpliwości: olimpiada to pełnoprawny synonim igrzysk olimpijskich, nie należy zatem rezygnować z jego użycia ani bać się wymienności tych dwóch pojęć.

opierać się o – to taka niewielka nieścisłość, którą trzeba wyjaśnić. Otóż kiedy ciężko nam ustać na nogach i grozi nam, że zaliczymy glebę, możemy oprzeć się o ścianę, piec, samochód albo cokolwiek innego, co utrzyma nas w pozycji stojącej. Kiedy natomiast mamy na myśli jakieś zjawisko w znaczeniu przenośnym, należy powiedzieć i napisać, że coś opiera się na czymś, a nie o coś, np.: sąd oparł się na zeznaniach (a nie o zeznania) czy odmowa opiera się na przepisach (a nie o przepisy). A raz w telewizji policjant powiedział: Policja oparła się tutaj o przekaz medialny – oj, źle, oj, śmiesznie. Tak więc jest to dość wygodne i przejrzyste rozróżnienie obu konstrukcji, dlatego jeśli usłyszymy lub przeczytamy, że film oparty został o fakty (poprawnie: na faktach), można wpisywać miasta, które śmieją się z jego dystrybutora.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

pisze – jednym z częstszych błędów jest uporczywe używanie form: w gazecie pisze; w książce pisało; tu pisze itp. Ponieważ w gazecie pisze (teksty, artykuły, felietony) zawsze ktoś konkretny, a nie jakaś nadprzyrodzona moc, jedynymi poprawnymi formami są: tu w gazecie jest napisane; w gazecie napisano; w gazecie napisali; w gazecie piszą (w domyśle: dziennikarze); gazeta napisała; w książce napisano itd. Tak więc nie należy mówić i pisać: Tu pisze, że górnicy ogłosili strajk, tylko albo Tu piszą, że…, albo Tu jest napisane, że… Oczywiście również dotyczy to czasu przeszłego: W gazecie pisało, że kryzys coraz większy – powinno być pisali lub napisano, bo inaczej wychodzi dość śmieszna rzecz.
 Wystarczy zwrócić uwagę na pewną analogię. Otóż nie są spotykane sformułowania w rodzaju tu rysuje czy tu maluje. Chyba nikt jeszcze nie odważył się stosować tego rodzaju karkołomnych zwrotów:
Spójrzmy, tu rysuje (zamiast: jest narysowana) embrionalna komórka macierzysta zdrowego osobnika czy Na ścianie naszej katedry maluje (zamiast: jest namalowany) fresk nieznanego artysty. Dlaczego więc miałoby być tu pisze?
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski

pod rząd – popularny rusycyzm, od dawna (w telewizji, prasie, książkach) wypierający poprawne z rzędu. Powinno być Chorował cztery dni z rzędu (a nie pod rząd) albo Trafił dwie szóstki z rzędu (a nie pod rząd). Aczkolwiek, jak widać (patrz: poniżej, drugi link), stanowisko niektórych lingwistów w tej kwestii z czasem staje się bardziej tolerancyjne i doprawdy nie wiadomo już, komu i czemu wierzyć.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

Polacy nie gęsi – słynna sentencja Mikołaja Reja, Polacy nie gęsi, i swój język mają (to wersja uproszczona, potoczna, ale chyba oddająca sens oryginału), od dawna jest przez językoznawców przywoływana jako klasyczny przykład niezrozumienia znaczenia. Wiele osób, słysząc to zdanie, sądzi, że chodzi o to, iż "Polacy nie są gęśmi" (czyli być może głupcami – wiadomo: "głupia gęś"), i również mają swój język. W tym znaczeniu Rej równie dobrze mógł napisać, że Polacy nie są krowami, końmi czy baranami (Polacy nie krowy, konie, barany). Rej jednak wcale nie porównywał nas do gęsi ani żadnych innych zwierząt, lecz chciał ogłosić, że Polacy mają swój własny język. Swój własny, a więc polski, a nie gęsi, krowi, kaczy, psi, koci czy owczy. Gęsi w tym przypadku to nie rzeczownik w liczbie mnogiej, lecz przymiotnik dzierżawczy (odpowiadający na pytanie: czyj?). A cały kłopot bierze się z identycznej formy rzeczownika i przymiotnika gęsi. Oczywiście, nic dziwnego, że ta archaiczna konstrukcja zdaniowa może sprawiać kłopoty w jej właściwym odczytaniu, ale po to są właśnie objaśnienia językoznawców, aby przyswoić sobie poprawny sens i nie używać słów Reja w niewłaściwy sposób.
 A wyrażenie Polacy nie gęsi, i… jest dość popularne. Zakładając, że osoby nim się posługujące znają jego prawdziwe znaczenie, nie powinno być chyba przeszkód, żeby tworzone na jego podstawie specyficzne zwroty nie mogły być uznane za pewnego rodzaju żarty językowe. Polacy nie gęsi, i mają własnych naukowców; Polacy nie gęsi, i potrafią zadbać o swoje interesy; Polacy nie gęsi, i też robią dobre kiełbasy – to sformułowania sympatyczne, zabawne i chyba nieszkodliwe. Oczywiście można też (spotykane jest to często) użyć innego podmiotu niż Polacy, np.: Wiedzcie, że szczecinianie nie gęsi, i też stawiają pomnik ofiarom katastrofy smoleńskiej.

por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski

pomarańcz – klasyczny przykład samowolnej zmiany rodzaju gramatycznego słowa (z żeńskiego na męski lub odwrotnie, także na nijaki itd.). Błędny ten albo ta pomarańcz (poprawnie: ta pomarańcza) przewodzi stawce (niezbyt obszernej, na szczęście) innych tego typu popularnych przeinaczeń: ten albo ta kontrol (poprawnie: ta kontrola), to rożno (poprawnie: ten rożen), ta pora (poprawnie: ten por), ten perfum albo ta perfuma (poprawnie: te perfumy), tych kafelek (poprawnie: tych kafelków), ten winogron (poprawnie: to winogrono), ta lub ten podeszew (poprawnie: ta podeszwa), ta brzytew (poprawnie: ta brzytwa), ten lub ta strucel (poprawnie: ta strucla), to golonko (poprawnie: ta golonka), ta satelita (poprawnie: ten satelita – chyba że mowa jest o antenie satelitarnej wiszącej za oknem, wtedy mówi się potocznie: ta satelita).
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski
Obcy język polski

posiadać – bardzo popularne słowo, częste zwłaszcza w napuszonych wypowiedziach polityków. Posiadać oznacza 'mieć coś na własność, być właścicielem czegoś'. Można zatem posiadać duży majątek, kolekcję monet eskimoskich czy fermę strusi wielkojajecznych. Nie można natomiast łączyć tego słowa z nazwami rzeczy drobnych oraz z podmiotem nieżywotnym (choć może pojawiać się wiele wątpliwości i niepewności co do poprawnego stosowania tej zasady – patrz: poniżej, drugi link). A więc samochód nie może posiadać pięciu biegów, krowa jelenich rogów, a człowiek dziury w skarpecie. Te wszystkie rzeczy się ma. Nie ma czegoś takiego jak posiadacz dziury w czymkolwiek.
 Natomiast słynne już wyrażenie nie
posiadam takiej wiedzy jest błędne (ale tu znów wątpliwość: poniżej, drugi link), bo wiedzę, owszem, można posiadać, jeśli byłaby to wiedza bardzo rozległa, specjalistyczna, na jakiś temat, ale samej wiedzy nie można posiadać. Można jedynie coś wiedzieć albo czegoś nie wiedzieć. Chodzi ogólnie o to, że czasownik posiadać nie jest synonimem wyrazu mieć.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

póki co – szkaradny rusycyzm, dobrze już zakorzeniony w świadomości językowej Polaków i używany przez nich we wszystkich sytuacjach, także w tekstach oficjalnych i przez dziennikarzy. Poprawnymi i w wystarczającym stopniu spełniającymi swoją funkcję zwrotami są: na razie, chwilowo, tymczasem. Na póki co natknąć się można już praktycznie wszędzie, a szczególnie paskudne jest rozpoczynanie nim zdania: Póki co nie ma potrzeby wycofywania naszych wojsk z Afganistanu. Całkowicie zaś ułomne jest łączenie tych wyrażeń, np. Póki co na razie zrobimy tu coś takiego (jest to masło maślane, wyjątkowo śmierdzące).
 Należy przy tym zauważyć, że wspomniane rosyjskie pochodzenie tego wyrażenia (i kilku innych, omawianych na niniejszej stronie) nie jest, a przynajmniej nie powinno być argumentem przemawiającym na jego niekorzyść. Jest nim wyłącznie całkowita niefunkcjonalność i niepotrzebność (może także brzydota) określenia
póki co, które w natrętny sposób dubluje inne, wymienione wyżej. Nie wspominając już o tym, że czasem pisane jest z błędem ortograficznym puki co, od czego można autentycznie w jednej chwili osiwieć.
por. jęz. PWN
Obcy język polski

proszę panią – w permanentnie błędny sposób stosowane wyrażenie, którego jedyną poprawną formą jest proszę pani. Należy zatem mówić Proszę pani, wszyscy wiemy, że minister gada głupoty, a nie Proszę panią, wiemy, że… Także w funkcji zawołania nie można zwracać się do kobiety Proszę panią!, lecz Proszę pani!. Owszem, panią można prosić, ale o coś, np. Proszę panią o nieuwzględnianie tej wypowiedzi albo Proszę panią do tańca.
 Tak właśnie mówił w znanej komedii gangster Siara:
Proszę panią, Kiler dostał zlecenie na panią! No ale akurat Siara, jak wiemy, nie odznaczał się zbyt błyskotliwym umysłem…
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

rozchodzić się – wyrażenie to ma kilka znaczeń, ale zbyt wiele osób używa go w ten, całkowicie niewłaściwy sposób: Rozchodzi mi się o to, że…; Nie rozumiem, o co ci się rozchodzi itp., podczas gdy powinno być Chodzi mi o to, że… i Nie rozumiem, o co ci chodzi.
 Trzeba jednak również zwrócić uwagę, że używanie takich zwrotów (w mowie i w piśmie) często jest świadomym zabiegiem i żartem językowym. Zwłaszcza internauci chętnie sięgają po tego typu, z pozoru błędne, a niekiedy dość groteskowe konstrukcje:
Właśnie o to mi się rozchodzi (zamiast o to mi chodzi); Nie mam nic naprzeciwko (zamiast przeciwko); To miał być dowcip, rozumisz? (zamiast rozumiesz); W tym miejscu jest takie fajne cuś (zamiast coś); Dlaczemu nie powiesz tego wprost? (zamiast dlaczego albo czemu); Żebyś się zaniebawem nie zdziwił (zamiast niebawem lub wkrótce); Szkoda, że tu wszystko jest po angielskiemu (zamiast po angielsku); Aj, jaki to pniemkny film! (zamiast piękny); Takiego bubla to ja nie kcem (zamiast nie chcę); Najlepszy zagramaniczny film, jaki widziałem (zamiast zagraniczny); O czym ty do mnie rozmawiasz? (zamiast mówisz); Napisz to bardziej po ludzkiemu, bo nic nie kumam (zamiast po ludzku); Podpisuję się pod tym obiema ręcami i nogami (zamiast rękami); Zaniedługo się tym zajmę (zamiast niedługo albo wkrótce) itp. Kłopot w tym, że używanie tego typu słów czy wyrażeń może okazać się niebezpieczną pułapką, bo nikt nie zagwarantuje, że taki zwrot zostanie przez innych zrozumiany właściwie (czyli jako żart). Przez mniej świadomych (zwłaszcza tych najmłodszych) użytkowników języka polskiego mogą one zostać uznane za poprawne i później w takiej formie przez nich propagowane.
Obcy język polski

tacierzyństwo – przekomiczny lingwistyczny bubel, będący przebojem językowym ostatnich paru lat. Najwyraźniej nie przyjmie się mówienie o urlopie ojcowskim, tylko o tacierzyńskim, a wielką w tym "pomoc" oferują dziennikarze. Nieprawdą jest bowiem – i tu niektórzy lingwiści nie mają racji – że określenie to używane jest wyłącznie w formie żartu, zabawy słowem. Wręcz przeciwnie, mało który publicysta pisze i mówi o urlopach ojcowskich, za to kiedy jest mowa o tacierzyńskich, są to przeważnie artykuły czy materiały utrzymane w jak najbardziej poważnym tonie, w którym trudno doszukać się choćby nieznacznego mrugnięcia okiem do widza czy czytelnika (o cudzysłowie obejmującym to słowo już dawno zapomniano). Jako wyraz pomysłowo (choć nieprawidłowo z językowego punktu widzenia) skonstruowany i atrakcyjny w formie, robi furorę (niezasłużoną) i chyba na dobre zadomowi się w świadomości Polaków. Czekamy zatem, aż będzie się mówić o urlopie dziadzierzyńskim, jeśli dzieckiem zaopiekuje się dziadek. A może po prostu dziadowskim – tak jak ojcowskim?
 W tej sytuacji warto pochwalić rzadką chęć użycia poprawnego słowa. 3 stycznia 2010 roku w TVN-owskich "Faktach" red. Marek Nowicki w swoim materiale w całości poświęconym właśnie urlopom
ojcowskim ani razu nie zająknął się o tacierzyństwie. Brawo i oby tak dalej. Dla równowagi przykład negatywny: 31 stycznia w "Wydarzeniach" Polsatu dziennikarz (nazwisko już zapomniane) poszedł zupełnie inną drogą, okraszając swój reportaż wyłącznie tacierzyństwem (także w podpisach do materiału), co w rezultacie dało efekt raczej żenujący. Brzydko, panie redaktorze.
 Zapamiętajmy więc: słowo macierzyństwo powstało na podstawie staropolskiego słowa mać, a później macierz – oba oznaczające 'matkę' – ale tacierzyństwo nie miało prawa powstać, gdyż nigdy nie istniało słowo tać bądź tacierz.

por. jęz. PWN
Obcy język polski

ubrać – powszechnie stosowane w znaczeniu włożyć coś, ubrać się w coś. Jednak nie można ubrać kurtki, spodni czy butów. Ubranie można na siebie tylko włożyć, ewentualnie ubrać się w coś. We wzorcowej polszczyźnie nie można na siebie ubrania także założyć, chyba że są to przedmioty takie jak krawat, korale, okulary czy kolczyki. A jeśli już koniecznie chcemy coś ubrać, to możemy ubrać choinkę albo pieska we fraczek.
 Na początku stycznia 2014 roku w serwisie wyborcza.pl ukazał się artykuł o Google Glass, w którym autor użył niefortunnego wyrażenia
ubierać okulary. Zostało to słusznie wytknięte i skrytykowane w komentarzach, a internauci dość zajadle dyskutowali na ten temat, w czasowniku ubierać coś doszukując się regionalizmu (może i tak jest, kto wie). Tak czy owak, okularów się oczywiście nie ubiera, tylko zakłada i zdejmuje.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

w cudzysłowiu – chyba na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które używają tego wyrażenia w jego poprawnej formie: w cudzysłowie. Także: nie tego cudzysłowia, lecz tego cudzysłowu, oraz: nie te cudzysłowia, tylko te cudzysłowy. Tak właśnie raz spytał w poradni PWN pewien czytelnik: Czy powinny być dwa cudzysłowia obok siebie? (odpowiedź poniżej, trzeci link). Wystarczy zapamiętać prostą analogię: rów – w rowie – do rowu – rowy – w rowach – do rowów – z rowami, a więc: cudzysłów – w cudzysłowie – tego cudzysłowu – cudzysłowy – w cudzysłowach – do cudzysłowów – z cudzysłowami.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

w czym mogę pomóc? – groteskowa formułka grzecznościowa, także w równie upiornej wersji: Czy mogę w czymś pomóc?, kalka z angielszczyzny (Can I help you? oraz May I help you?). W takiej sytuacji nie potrzebuje się zazwyczaj pomocy, lecz informacji, dlatego precyzyjniejsze, choć nieco już przestarzałe, byłoby pytanie Czym mogę służyć? Niestety, Polacy na ogół chyba nie lubią służyć ani usługiwać innym, a bardzo już upowszechnione W czym mogę pomóc? (słyszane np. w słuchawce, gdy dzwoni się do różnego rodzaju instytucji) nabiera wyjątkowo nachalnego charakteru podczas bezpośredniego kontaktu z ekspedientką lub ekspedientem. Sytuacja, w której zaraz po wejściu do sklepu podfruwa do klienta (albo wdzięczy się do niego już zza lady) przymilnie uśmiechnięta dziunia, ćwierkając radośnie W czym mogę (czy mogę w czymś) pomóc?, jest powodem, dla którego wielu klientów natychmiast wychodzi. Za taką "pomoc", a tak naprawdę denerwujące przeszkadzanie i ordynarne nagabywanie, szczerze w duchu dziękując. Oczywiście szefom sklepów i rozmaitym pseudospecom od ogłupiających szkoleń, bo to oni wymagają od pracowników takiego natręctwa w stosunku do klienta.
 Na razie więc wygląda na to, że mamy kolejną lukę w naszym języku, którą wielu usilnie stara się wypełnić jakimś zapychaczem-ugrzeczniaczem. Może zatem ekspedienci powinni nieśmiało pytać klienta:
Słucham pana/słucham panią, i to tylko wtedy, kiedy ten wyraźnie nawiąże kontakt wzrokowy ze sprzedawcą? Rzecz chyba warta rozpatrzenia.
por. jęz. PWN
Obcy język polski

William i Harry – a na dokładkę księżna Kate; któż ich nie zna, któż o nich nie słyszał, któż im nie zazdrości (taa, ciekawe czego…). Chyba wszyscy, pewnie mało kto jednak słyszał o tym, że w naszym kraju powinniśmy ich nazywać Wilhelmem i Henrykiem (oraz Katarzyną). Istotna zasada języka polskiego mówi bowiem, że należy polszczyć imiona władców (czy też, jak w tym przypadku, członków rodziny królewskiej), co czynimy z powodzeniem już chyba od paru setek lat, jednak – o dziwo, nie dotyczy to wyżej wymienionej trójki. Ot, tak się stało ileś tam lat temu, że poszła w polski eter wiadomość, iż pociechy księżnej Diany i księcia Karola mają imiona angielskie takie a takie i tak już zostało. Dziś już ze świecą można szukać w mediach wzmianki o Wilhelmie i Henryku (nie mówiąc już o Katarzynie), a kiedy się na takie natrafi, można wpaść w lekką konsternację, bo nie bardzo wiadomo, o kim mowa (o tempora, o mores…).
 Zapewne w końcu doczekamy się w naszych mediach i codziennych rozmowach
Wilhelma i Henryka (Katarzyny także), nie mówiąc już o encyklopediach, szkoda jednak, że nie stało się to od razu. Wszak od dawna wiemy, że angielska królowa to Elżbieta II, córka króla Jerzego VI, żona księcia Filipa i matka książąt Karola i Andrzeja (oraz Edwarda i Anny), a także siostra księżniczki Małgorzaty. Ale wnukowie to językowo niezbyt się Jej Wysokości udali w naszym kraju. Może najwyższa pora to zmienić? Jakieś pospolite ruszenie w mediach czy coś? Książęta na pewno się nie obrażą.
 Dodajmy, że w języku polskim nie tylko imiona władców są spolszczane; zwyczaj ten dotyczy też imion osób dobrze znanych, utrwalonych w historii kultury europejskiej (i nie tylko), np.: Piotr Curie, Karol Darwin, Fryderyk Engels, Józef Haydn, Franciszek Liszt, Tomasz Mann, Jan Jakub Rousseau czy Jerzy Waszyngton. Dotyczy to na ogół osobistości z dawno minionych wieków, dlatego tym bardziej warto wspomnieć o pewnym językowym zwyczaju, któremu hołduje znany publicysta, zapalony brydżysta i okazjonalny polityk Janusz Korwin-Mikke. W swoich felietonach w tygodniku "Angora" bardzo często spolszcza on imiona obecnie lub jeszcze niedawno żyjących znanych osób, a efektem są takie oto cuda: Paweł McCartney, Ludwika Weronika Ciccone (Madonna), Małgorzata Thatcherowa, Aniela J. Voight (Jolie) czy Wiluś Clinton. Jak widać, czyni to w tonie ironicznym i mocno prześmiewczym (choć być może sam nazwałby to familiarnością i sympatią dla ww. osób), dlatego raczej nie ma potrzeby polecania tej praktyki zwykłym użytkownikom naszego języka. Niech mu pióro lekkim będzie.

por. jęz. PWN

wraz – czyli kolejny przykład fantazji (lub niewiedzy) językowej wielu ludzi. Przyimek wraz znaczy, ogólnie rzecz ujmując, 'razem', a jako przysłówek ('nagle, natychmiast, naraz') jest słowem przestarzałym i książkowym. Poprawnie powinno się go używać w zdaniach tego typu: Przyszedł wraz z całą rodziną; Wraz ze wzrostem cen zubożało społeczeństwo; Zjadł czekoladę wraz z opakowaniem itp. Natomiast niektórym najwyraźniej wydaje się, że wraz oznacza wciąż: Ale ja wraz nie wiem, o co mu chodzi; On wraz nie ma prawa jazdy; To badziewie wraz nie działa itp. Takie znaczenie przyimka wraz nie jest jakoś szczególnie akceptowane przez językoznawców. Być może używanie wraz czasami jest w pełni świadomym żartem językowym, ale najczęściej wygląda to na zwykłą pomyłkę. Efektem tego są takie właśnie przekomicznie absurdalne zdania.
por. jęz. PWN

wszechczasów – ponieważ opisane poniżej wyrazy i zwroty kwalifikują się zarówno do działu o błędnej wymowie, jak i pisowni, umownie ujęto je w grupę słów używanych niewłaściwie. Są to słowa zazwyczaj niezbyt dobrze pisane i wymawiane, choć niektóre z tych form są dopuszczalne. Mało tego, niektórzy językoznawcy są zdania, że w celu uproszczenia polszczyzny należałoby wprowadzić te formy jako oboczne, choć z pewnością wówczas już na dobre wyprą te obecnie poprawne. Dlatego też wypada odnotować kilka tego typu przypadków w nadziei, że jednak komuś będzie się jeszcze chciało używać słów od dawna zadomowionych w naszym języku:
wszech czasów – należy pisać oddzielnie, a nie łącznie: wszechczasów, ponieważ wszech znaczy tutaj 'wszystkich';
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

nadwerężać – całkowicie dopuszczalna jest również forma nadwyrężać i to właśnie ona obecnie króluje w polszczyźnie;
por. jęz. PWN
Obcy język polski

naigrawać się – niemal identyczna sytuacja jak wyżej, jednak powszechne naigrywać się wciąż jest błędne, pomimo apeli o uznanie go za formę dopuszczalną;
por. jęz. PWN
Obcy język polski

kamienować – najczęściej pisze się i mówi błędnie: kamieniować;
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski
Obcy język polski

przekonywający – mało kto używa tego słowa poprawnie, przeważnie bowiem spotykane jest przekonywujący (można też: przekonujący);
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski
Obcy język polski

standard – błędnie pisany jako standart (analogicznie: standardowy i standartowy). W poprawnym posługiwaniu się tymi słowami nie pomaga fakt, że standard należy wymawiać jako [standart], a standardowy jako [standartowy]. Zresztą, słownikowa reguła jest w tej kwestii dość niejasna.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski

wydawać się być – a także zdawać się być oraz okazywać się być. Są to konstrukcje bardzo często spotykane, nagminnie też używane przez dziennikarzy telewizyjnych, ale niepoprawne. Chodzi o to, że zawarty w nich bezokolicznik być jest zbędny, gdyż nie wnosi do wypowiedzi nic dodatkowego. Nie są poprawne zdania takie, jak: Plany ministerstwa zdają się być nierealne; Wydajesz się być bardzo chory; Mój były okazał się być zwykłą świnią. Jeśli zdania są zbudowane w sposób on wydawał się/okazał się/zdawał się jakiś/kimś (czyli następuje połączenie z przymiotnikiem bądź rzeczownikiem), to nie jest w nich potrzebne być, a więc: Plany ministerstwa zdają się nierealne; Wydajesz się bardzo chory; Mój były okazał się zwykłą świnią.
 Wymienione trzy konstrukcje – przypomnijmy: wydawać się, zdawać się, okazywać się – obywają się bez bezokolicznika być, natomiast niemal wszystkie inne muszą go zawierać. Gdyby bowiem powiedzieć np.
Nasi sędziowie starają się obiektywni, byłoby to poważne uchybienie językowe, co chyba widać i słychać. W tym wypadku powinno być oczywiście Nasi sędziowie starają się być obiektywni.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski
Obcy język polski

wymyśleć, nienawidzieć – to zaledwie drobiazgi językowe, ale często występujące, więc warte odnotowania. Otóż wiele osób często mówi i pisze wymyśleć oraz nienawidzieć, co jest błędem, ponieważ poprawnie powinno być wymyślić i nienawidzić. Pomimo że w tym pierwszym przypadku nasuwa się analogia do czasownikia myśleć, a w drugim do widzieć, rozmaite względy językowe sprawiają, że nie należy tak mówić i pisać – musi być tylko wymyślić oraz nienawidzić.
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski

z dużej litery – zapewne mało kto zdaje sobie sprawę, że to także bardzo często występujący rusycyzm (s bolszoj bukwy), na którego błędną formę językoznawcy od dawna zwracają uwagę. Poprawnie powinno być tylko Napisać coś wielką literą (lub dużą albo od wielkiej litery). Naturalnie, zasada ta odnosi się również do małej litery. Wystarczy przyjrzeć się prostej analogii: nikt nie wbija przecież gwoździ z młotka, tylko młotkiem, i nie maluje ścian z farby, tylko farbą. Zatem czas najwyższy zacząć pisać zdania wielką (dużą) literą, a nie s bolszoj bukwy (hi hi…).
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
por. jęz. PWN
Obcy język polski

za wyjątkiem – nie ma czegoś takiego (jest to rusycyzm), a poprawne wyrażenie brzmi z wyjątkiem. A więc nie Ukradli wszystko za wyjątkiem zegarków, lecz Ukradli wszystko z wyjątkiem zegarków. Co ciekawe, niektórzy znani językoznawcy są zupełnie odmiennego zdania, dowodząc, że za wyjątkiem wcale nie jest kalką z rosyjskiego i należałoby uznać je za poprawne, a sprzeciwiając się uznaniu za takie właśnie wyrażenia z wyjątkiem.
por. jęz. PWN
Obcy język polski
Obcy język polski